sobota, 7 października 2017

Najlepsze miejsca do spacerów wśród zwierząt w RPA

Najlepsze miejsca do spacerów wśród zwierząt w RPA


Autor: Waldemar Delekta


Mało popularną formą zwiedzania wśród turystów polskich jest pokonywanie pieszych szlaków z wielką ilością dzikich, ale bezpiecznych dla człowieka zwierząt.


Potężne góry, długie piaszczyste plaże, lasy deszczowe czy pustynie najlepiej zwiedzać na piechotę. Możliwości jest mnóstwo, od krótkich wycieczek (w sam raz dla rodzin z małymi dziećmi) po tygodniowe ekspedycje i wyprawy z przewodnikiem w dzikie rejony zamieszkiwane przez grubą zwierzynę. Za jeden z najtrudniejszych szlaków pieszych w Południowej Afryce zaliczany jest Naukluft Trail w Namibii. Pierwszy raz pokonałem go ostatniej zimy, byłem pod wrażeniem skalistej scenerii a bliskości do dzikich zwierząt była nagrodą za wysiłek na tej notorycznie trudnej trasie w Parku Narodowym Namib Naukluft. Nie spodziewałem się aż takiej ilości zwierząt. Kilka razy dziennie słyszeliśmy stukot kopyt, a następnie przed nami spokojnie spacerowały wielkie stada zebr górskich Hartmanna. Springboki były stałymi towarzyszami naszej wędrówki, spotkaliśmy ogromne stada gemsboków oddziały pawianów i wiele antylop kudu i gnu. Uświadomiłem sobie wtedy, że choć kocham busz, istnieje wielka różnica pomiędzy wędrówkami po sawannie czy górach, a tymi gdzie spotyka się zwierzęta. Nasze założenia są całkowicie inne: większość turystów wybiera szlak o znanej długości i trudności z oczywistymi atrakcjami, mając na uwadze spotykanie zwierząt, tempo marszu w dużej mierze zależy od tego, co spotkasz po drodze. .

Oto kilka z moich ulubionych pieszych szlaków z dzikimi zwierzętami w Afryce Południowej:
1. Szlak Pieszy Namib Naukluft
Ośmiodniowy szlak Naukluft w pełni zasługuje na swoją reputację jako najtrudniejszy w Afryce Południowej, ze względu na niedobór wody i wysokie amplitudy temperatur, ale wspaniałe możliwości obserwacji zwierząt po drodze wynagradzają nam za wszystko. Szlak długości 120 km można przejść w ciągu 8 dni lub w ciągu 4 dni pierwsze 60 km trasy. Ze względu na warunki klimatyczne, szlak jest otwarty jest tylko od od 1 marca do trzeciego piątku w październiku. Szlak rozpoczyna się we wtorki, czwartki i soboty w pierwsze trzy tygodnie każdego miesiąca. Noclegi są na kempingach z wodą pitną i prysznicami. Grupa powinna składać się z minimum 3 i maksymalnie 12 osób. Goście muszą mieć swoje oprowiantowanie i wyposażeni. Rezerwacji należy dokonać z dużym wyprzedzeniem ze względu na wysoką popularność szlaku.
2. Groenkloof Nature Reserve
Zwierzęta w Groenkloof Nature Reserve, na obrzeżach Pretorii, są niesamowicie oswojone, możesz robić zdjęcia z bliska. Park został ogłoszony rezerwatem przyrody przez Prezydenta Paula Krugera w 1895 roku, głównie w celu ochrony Oribi, spotyka tam się wiele innych antylop, żyrafy, zebry i liczne gatunki ptaków na każdym z trzech szlaków turystycznych o długości od 3,5 do 10,5 kilometrów.


3. Rezerwat Przyrody Umgeni Valley
Rezerwat Przyrody Umgeni Valley w prowincji KwaZulu-Natal Midlands jest w odległości jednej godziny jazdy z Durbanu i posiada wiele widokowych szlaków wzdłuż klifu z widokiem na Umgeni Valley. Siedmiokilometrowy szlak Black Eagle (czarny orzeł) jest dobrym wprowadzeniem do rezerwatu, oferuje zapierające dech w piersiach widoki. Zwykle zobaczysz zebry wypasające się w pobliżu bramy wejściowej, guźce na podmokłych terenach i antylopy, w tym nieśmiałe buszboki.
4. Sanktuaria Prowincji Przylądkowej Zachodniej
Istnieją różne sanktuaria w Prowincji Przylądkowej Zachodniej, w tym popularny De Hoop i Przylądek Dobrej Nadziei, na których napotkasz endemiczne bonteboki i inne równinne antylopy. Piękno Parku Narodowego Bontebok, w pobliżu Swellendam, jest często niedoceniane. 5,4-kilometrowy Szlak Buszbok jest wielką rodziną przygodą, trasa wije się wzdłuż rzeki Breede, obok różnych miejscach zacienionych, gdzie schronienia szukają zwierzęta. Zakończenie szlaku jest przy wspaniałym miejscu do kąpieli z terenem piknikowym.
Ważna porada
Będziesz musiał oczyszczać wodę na szlaku Naukluft. Najlepszą alternatywą do tabletek oczyszczających wodę jest przenośny SteriPEN Adventurer Opti urządzenie do oczyszczania wody, które eliminuje do 99,9% bakterii.


Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Gorączka złota przy Górze Stołowej

Gorączka złota przy Górze Stołowej


Autor: Darek Hencner


Jedna z moich ulubionych opowieści o poszukiwaczach złota zasłyszana w czasie wycieczki do Kapsztadu. RPA słynie z wielu złotonośnych miejsc, mało kto wie że w Kapsztadzie też odkryto złoto.


Uwielbiam opowiadania o poszukiwaczach złota. Może urodziłem się 150 lat za późno, ale fascynują mnie historie z Kalifornii, z Kalgoorie w Australii, Wedderburn w Australii (nawiasem mówiąc nazwanego na cześć poszukiwacza złoża z RPA), nie mówiąc już o miejscach w RPA takich jak Milkwood koło Knysny, Malmarni w Północnej Prowincji Przylądkowej, Lydenburg, Witwatersrand i chyba najlepiej znanego miejsca wszystkim turystom – Pilgrim's Rest niedaleko Parku Krugera. Wszystkie te miejsca mają wspólny początek, nazywany chciwością. Kiedy ludzie dowiadują się o nowym złotonośnym miejscu, ich mózgi przestają funkcjonować racjonalnie. Dobry przykład to gorączka złota w Klondike w Kanadzie w latach 1890 tych. Pomimo że teren był prawie niemożliwy do osiągnięcia z powodu siarczystych mrozów, nie zniechęciło to śmiałków, mieli nadzieję że znajdą tam cenny kruszec i staną się bogaci. W RPA było stosunkowo najwięcej miejsc ogarniętych szałem złota, przybywali tutaj doświadczeni poszukiwacze z całego świata. Jednym z najbardziej znanych jest Pieter Jacob Marais. Po nieudanych wojażach do Kalifornii i Australii, powrócił do swojej ukochanej Góry Stołowej. Nie zagrzał tutaj miejsca na długo, poszukiwanie złota było jego drugą naturą, więc wyruszył na północ kraju do Republiki Transwal, gdzie dostał pozwolenie na prowadzenie poszukiwań, z obietnicą nagrody 5000 funtów za odkrycie dochodowych pokładów. Marais znalazł złoto w rzece Jukskei, jednak okazało się później że były to niewielkie ilości. Załamany, wrócił do Kapsztadu w 1855 roku.

Rok później w Kapsztadzie wybuchła gorączka złota, miało to miejsce w Platteklip Gorge na stokach Góry Stołowej. Wielu mieszkańców widziało spore kawałki złota pokazywane potajemnie przez służącego pracującego dla pana Salem, lokalnego handlarza. Wieści szybko się rozeszły, kto tylko mógł śpieszył do Platteklip Gorge z kilofem, łopatą i innym wyposażeniem jakie było dostępne. Nikt nie chciał przespać tej wspaniałej okazji żeby szybko zostać bogatym. Przy wjeździe do miejsca poszukiwań spotkali pana Salem prowadzącego niewielki sklep z zaopatrzeniem dla ciężko pracujących odkrywców. Mogli zakupić tutaj piwo, mocniejsze trunki i kanapki w cenie dwukrotnie wyższej niż w Kapsztadzie. Jednak kopanie w skalistej glebie to ciężka praca, zwłaszcza w gorącym klimacie, wszyscy byli szczęśliwi że w pobliżu jest sklep i z przyjemnością wydawali tam pieniądze.

Cały ten szał trwał przez pięć dni, nie znaleziono nawet najmniejszego śladu złota, za to Salem robił dobry interes. Pokazywane przez służącego zarodki złota okazały się prawdziwe, pochodziły jednak z Australii, gdzie Salem kupił je. Były skazaniec, jego marzeniem była zemsta na mieszkańcach za złe traktowanie statku Neptune pełnego więźniów podczas rejsu do Van Diemen's Land w Tasmanii.

Salem szybko zniknął z Kapsztadu w obawie przed mściwymi mieszkańcami. Po pewnym czasie zapomnieli oni o przelanym pocie i marzeniach o bogactwie z nadzieją że kompromitacja pójdzie z czasem w zapomnienie.


Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Relacja z nocnego safari w Parku Pilanesberg w RPA

Relacja z nocnego safari w Parku Pilanesberg w RPA


Autor: Darek Hencner


Park Pilanesberg polecam przede wszystkim dlatego że nie występuje w nim malaria. Dzięki odległości tylko dwie godziny jazdy od Johannesburga, turyści mogą z łatwością odwiedzić to miejsce i odczuć atmosferę prawdziwej Afryki.


Jedziemy w kierunku Bakgatla, kempingu oddalonego niecałe 15 km od parku Pilanesberg. Bakgatla jest jednym z dwóch miejsc tego rodzaju w tym rejonie, gdzie możesz rozbić namiot albo zaparkować przyczepę kempingową. Drugi kemping to Manyane, na wschodniej granicy parku. Zarezerwowaliśmy 3 noce, to wystarczy, Pilanesberg jest idealnym miejscem żeby weekend wydawał się jak długi urlop ze względu na ilość atrakcji. Jest to tylko półtorej godziny jazdy z Pretorii, ceny za kemping są znośne i można zobaczyć wiele zwierząt. Minęliśmy zaledwie pierwsze wzgórze, i już znatknęliśmy się na dwie impale. Pasą się jakby nas nie widziały, nie zwracają uwagi na przejeżdżające samochody. Stosunkowo niedawno, miejsce to wyglądałoAntylopy kudu w parku Pilanesberg całkowicie inaczej. Wódz Pilane sprawował władzę nad tą malowniczą krainą. Za czasów apartheidu był to jeden z siedmiu wydzielonych terenów na mapie RPA, zwanych Boputhatswana. W 1979 roku, pięćdziesięciu tutejszych farmerów zajmujących 570 km² musiało przenieść się, by stworzyć miejsce na planowany rezerwat przyrody. Szybko wybudowano ogrodzenie i rozpoczęto największe w historii RPA przesiedlenie dzikich zwierząt, zwane "Operacją Genesis". To tak jakby Arka Noego zatrzymała się na wzgórzach pomiędzy Ledig i Saulspoort. Przesiedlono 6000 zwierząt, pobudowano kempingi, wyszkolono pracowników i otwarto bramy dla turystów. Trudno znaleźć lepsze miejsce dla rezerwatu przyrody. Park Narodowy Pilanesberg o powierzchni 55 tysięcy hektarów ulokowany został na kraterze wulkanu czynnego około 1200 milionów lat temu. Dodatkowo, jest to górzyste połączenie pomiędzy Bushveldem i suchą Kalahari. Amplituda wysokości pomiędzy najniższym a najwyższym punktem wynosi aż 500 m co stwarza idealne warunki dla 300 gatunków ptaków i wielkej różnorodności zwierząt, z "Wielką Piątką Afryki" włącznie. W latach 1990. wypuszczono w parku 19 lwów, dzisiaj jest ich 40. W godzinach popołudniowych rozbiliśmy namiot w Bakgatla, w dobrym czasie żeby dołączyć do grupy jadącej na nocne safari o godzinie 17.15.

"Mam na imię Hail", przedstawił się nasz przewodnik ubrany w czysty mundur w kolorze khaki. "Nie używajcie lamp błyskowych w waszych aparatach fotograficznych, także nie ma gwizdania na zwierzęta". żyrafa pasąca się na kolczastych krzewach

W czasie jazdy Hail bezustannie opowiadał nam o zwierzętach:" Pilanesberg ma jedno, duże stado bawołów liczące około 100 osobników. Mamy też innych, olbrzymich roślinożerców, jak żyrafy, słonie i nosorożce. Każdy z nich waży ponad tonę." Któryś z turystów krzyknął "Pumba" wskazując na pasące się stado guźców. Hail dodał że guziec ma tak ciasną skórę że podczas szybkiego biegu, kiedy zamknie oczy, podnosi się jego ogon do góry. (musi być bardzo ciężko zamykać oczy). Kiedy tylko zniknęły promienie słońca za horyzontem, przewodnik powiedział nam że spodziewa się znaleźć stado lwów w pobliżu, koło skrzyżowania dróg Kgabo i Thutlwa. Po chwili zamruczał cicho, "pewnie że tam jest lwica, około 150 m od nas". Obok nas zobaczyliśmy małą grupę zebr, pokazała się jeszcze jedna lwica z leniwie idącym za nią królem lwem. "Nie musisz być ekspertem od lwów żeby domyśleć się że lwy wyszły na polowanie", dodał przewodnik. Ostrożnie zjechał z drogi i zatrzymał się za stadem zebr. Za nami ustawiło się jeszcze sześć innych samochodów. Lwica zrównała się z niczego nie spodziewającą się zebrą. Na szczęście senior stada coś zauważył, panicznie przebiegł pomiędzy zaparkowanymi samochodami z pozostałymi osobnikami podążającymi za nim. Ukazały się pozostałe dwa lwy, jednak za późno, zebry były już w bezpiecznej odległości. Już na kempingu rozmawialiśmy w namiocie o nocnym safari, kiedy z hukiem upadł śmietnik na stanowisku sąsiada. Ogromy pawian, sprawca tego bałaganu żywił się resztkami znalezionego arbuza. W nocy nie mogliśmy spać z powodu krzyków pawianów i innych, nie znanych nam zwierząt. Ciekawe co zobaczymy jutro, na porannym safari w parku Pilanesberg?


Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Autostopem przez RPA

Autostopem przez RPA


Autor: Darek Hencner


RPA nadal budzi wiele kontrowersji, jeśli chodzi o bezpieczeństwo. Sonja Kruse od lat marzyła o podróży autostopem przez całą długość i szerokość Republiki Południowej Afryki żeby lepiej poznać "Tęczowy Naród". Wyprawa to okazała się wielkim sukcesem, po powrocie do domu Sonja napisała książkę ze wspomnieniami.


Wielu turystów przed przyjazdem do RPA pyta mnie czy w czasie podróży do RPA będą bezpieczni? Nawet jeśli zapewnię ich że RPA nie różni się wiele pod tym względem od innych krajów, zawsze pozostaje nieufność. Dowodem na to, że RPA nie różni się od Krajów Euryopy pod względem bezpieczeństwa może być samotna podróż autostopem pewnej lokalnej białej kobiety. Sonja Kruse śniła od dawna, że pojedzie w podróż tylko z plecakiem, aparatem fotograficznym i 50 zł w kieszeni. Dziecięce marzenia spełniły się, postawiła na swoim i udowodniła tym bardzo wiele. Napisała nawet książkę o przygodach jakie ją spotkały w kolejnych miejscach, podczas przejazdu autostopem przez RPA. Bez namiotu, śpiwora czy karty kredytowej tylko z głęboką wiarą w swój kraj, wiarą w transformację i zapomnienie krzywd wyrządzonych w czasie apartheidu, w sens Ubuntu.

Dodam że Ubuntu to sposób mierzenia wartości człowieka w plemionach Afryki Południowej. Oznacza to że tym bardziej jesteśmy cenieni w społeczeństwie, czym więcej dajemy dla naszej społeczności. Jest to cecha człowieka, która odróżnia nas od zwierząt. Żeby lepiej to zrozumieć, wyjaśnię to na przykładzie. Jeśli Afrykańczyk zarobi 1000 zł, przynosi to do domu i pieniądze użyte są na pomoc braciom, siostrom, rodzicom itp. Dzięki temu budowany jest autorytet w społeczeństwie i w rodzinie, jakże odmienne to jest od kultury białego człowieka. My biali, jeśli zarobimy 1000 zł, najpierw wydajemy pieniądze na swoje potrzeby. Lubimy być lepsi od innych członków rodziny, lubimy rywalizować i pokazać rodzinie że jesteśmy lepsi bo więcej zarabiamy.

Sonja Kruse rozpoczęła swoją podróż z miasta East London, gdzie pojechała na wesele swojej siostry. Mieszkała w murzyńskich szałasach, w willach milionerów, spotkała ludzi różnych religii i ras. Jadła wszystko, począwszy od indyjskiej curry a skończywszy na stopach kurczaków. W czasie tej podróży doświadczyła prawdziwej sympatii ludzkiej. W pierwszą noc spotkała kobietę ze szczepu Xhosa ze Scenery Park Township (murzyńskie miasteczko) obok East London. Murzynka zaprosiła ją na noc do swojego szałasu, chciała spać na podłodze żeby gość mógł spać w jednym łóżku z dwojgiem dzieci. W innym miejscu, bezdomne dziecko narysowało dla niej dom, kiedy dowiedziało się że Sonja jest bez dachu nad głową. Początkowo planowana krótka podróż, przedłużyła się do 351 dni jazdy przez całe RPA, autostopem i poleganie na pomocy od innych. Po roku Sonja powróciła do domu cała i zdrowa, po odwiedzeniu dziewięciu prowincji, mieszkając w 114 miastach ze 150 rodzinami reprezentującymi 16 odmiennych kultur. Wszyscy zaoferowali pomoc i byli bardzo mili w duchu Ubuntu. W swojej książce, która właśnie została wydana Sonja chce podziękować tym wszystkim ludziom, którzy dotknęli jej serca.

Sonja Kruse w podróży po RPA


Więcej informacji o Sonja Kruse znajdziecie na stronie: Ubuntu Gill

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Winnica Tokara w Stellenbosch

Winnica Tokara w Stellenbosch


Autor: Waldemar Delekta


Wycieczka do Kapsztadu nie ma sensu bez odwiedzenia światowej sławy winnic. Pojechaliśmy do pobliskiego Stellenbosch, słynącego z wspaniałych win i uniwersytetów. Degustowaliśmy najlepsze w świecie wina.


Podczas pobytu w Kapsztadzie warto jest odwiedzić parę światowej sławy winnic. My udaliśmy się do Stellenbosch leżącego na brzegach rzeki w dolinie Jonkershoek Valley słynnej z odwiecznych tradycji winiarskich. Lokalne tereny "Wine of Origin" skupiają ponad 300 winnic, z czego około 100 jest otwartych do zwiedzania. Chcieliśmy poznać smaki wielu światowej klasy win, zapoznać się z ich procesem produkcji. Postanowiliśmy odwiedzić Wine Tokara & Olive Farm, położoną w górnej części przełęczy Helshoogte. Tokara produkuje innowacyjne i charakterystyczne wina, jak również
limitowaną edycję brandy i oleju z oliwek. Przy bramie powitani jesteśmy przez wyniosły aluminiowy pomnik w formie kilku drzew ze słowami zapisanymi na każdej gałęzi - bardzo pomysłowe.
Wina tokara z KapsztaduGłówny hol jest regularnie wykorzystywany do prezentacji najwspanialszych przykładów sztuki Republiki Południowej Afryki. W sali degustacji, stylowo urządzonej, duże wrażenie robi trzy metrowy, cały czas pracujący zegar. Kosztujemy sześć najlepszych win i pięcioletnią potstill brandy. Oprócz produkcji wina, Tokara uprawia ponad 18 hektarów sadów oliwnych i produkuje rocznie olej z około 300 ton oliwek.
Winnica wykorzystuje najnowocześniejsze technologie światowe połączone z precyzyjną produkcją i analizą wina. Jest to pierwsza winnica używająca znormalizowany system rejestrujący promieniowanie podczerwone emitowane przez rośliny, wygenerowany kolorowy indeks przedstawia wariacje uprawnych sekcji.
Budynek restauracji jest przylądkową architektoniczną ikoną dzięki wykorzystaniu szkła, stali
i kamienia, i służy jako stolica współczesnej kuchni RPA z francuską domieszką.
Masywne szklane ściany tworzą epicką analogię z widokami na Góry Simonsberg, Zatokę Fałszywą, Górę Stołową i bujną Idas Valley. Nasza wizyta w winnicy Tokara okazała się owocnym przystankiem w drodze do naszego
następnego celu jakim był Coopmanhuijs. Stwarza on wyraźne domową atmosferę pomimo że ten kameralny hotel położony jest w samym sercu uniwersyteckiego miasta - Stellenbosch. Zbudowany w stylu kolonialnym, holendersko-przylądkowym w 1713 roku, był jednym z pierwszych budynków w Stellenbosch, i nawet pojawia się na najstarszych znanych zdjęciach miasta pochodzących z lat 1860 tych.
Doskonale położony, może służyć jako baza wypadowa do zwiedzania winiarni w Stellenbosch, Franschhoek, Paarl, itp. oraz, oczywiście, atrakcji Kapsztadu. Coopmanhuijs ma 14 apartamentów, każdy we własnym unikalnym stylu wybranym przez Helena Pieterse, która projektowała wnętrza dla Fancourt Hotel, Country Club i Golf Estate w George.
Nasz przytulny, i więcej niż przestronny pokój wykończony jest jedwabiem, pościel z egipskiej bawełny i żywych kolorach aksamitów, z pięknie haftowane zasłony i poduszek.
Z takim prawdziwym stylu wiktoriańskim, odnosi się wrażenie że cofnęliśmy się do tych dawnych i pięknych lat. Wyposażenie pokoju to klasyczne łóżko baldachimem, ogromne szafy, zarówno prysznic jaki i wanna mycia nóg i podłogowe ogrzewanie na zimowe wieczory.
Otwartej kuchnia, widziana ze schodów w drodze na kolację, promieniuje życiem i tworzy fantastyczny centralny punktem hotelu. Elegancko wykończona z dekoracyjnymi urnami, naczyniami i płytkami.
Następnego ranka udajemy się na odmładzający masaż, następnie wpadamy do jadalni z bogato dekorowanymi francuskimi tapetami. Standardowe śniadanie angielskie - to
łosoś, szeroki wybór wędlin i serów, co dla prawdziwie dobry początek dnia.
Stellenbosch ma znacznie więcej do zaoferowania niż
wina i zielona przestrzeń, ale raczej styl życia - taki, który pięknie łączy mieszanka elementów, które można tylko naprawdę opisać jako "piękniejsze rzeczy w życiu".


Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.